czwartek, 2 lipca 2015

Sukces

Pierwszy rok zaliczylam na 12, czyli najlepsza mozliwa w Danii ocene. Czyli moja praca nie poszla na marne i dowiodlam, ze nie bedac stad mozna zdac wzorowo 6-godzinny egzamin pisemny po dunsku. To kolejny krok naprzod ku mojej karierze zawodowej. Bo nie zamierzam zbierac tutaj truskawek!(No chyba, ze u siebie w ogrodku.)
Zasluzona nagroda byl wyjazd w rodzinne strony. Trasa z Randers do Poznania powinna zajac mi 10 godzin, gdyby wszystko poszlo zgodnie z planem. Niestety, polskie sluzby drogowe znowu zawiodly i to tuz przy samym miejscu docelowym (11 minut wedlug wskazan GPS). Zderzenie 2 tirow kosztowalo mnie 3,5 godziny postoju na autostradzie bez mozliwosci wydostania sie stamtad. Razem z pomyslowymi rodakami rozwazalismy zamowienie pizzy na druga strone autostrady, a humory poprawial popijany przez pasazerow tkwiacych w korku samochodow, alkohol.


Po takich przezyciach, schabowy z mloda kapustka, ziemniaczkami z koperkiem i kefirem smakowaly wysmienicie.
Trasa z Poznania do Gdanska obyla sie na szczescie bez niespodzianek, a jazda A1 byla przyjemnoscia - oby tylko powstalo wiecej takich kilometrow!

poniedziałek, 2 marca 2015

Po dlugiej przerwie

Minelo juz prawie pol roku od czasu, gdy obralam droge dalszej edukacji w Danii. Integracji z osobami pozostalymi czlonkami mojej klasy (wszyscy pochodzenia dunskiego) nie uwazam za 100% sukces. Nie moge tego rowniez uznac za porazke, jakos sie dogadujemy, choc praca grupowa przysparza nam niekiedy wielu problemow. Wiekszosc z projektow i zaliczen wypracowuje cala grupa, mniejsza czesc oraz same egzaminy wymagaja pracy indywidualnej. Grupy wybierane sa zazwyczaj losowo, czasem jednak wykladowca dobiera czlonkow poszczegolnych grup. Niekiedy trzeba pewne osoby w grupie odpowiednio zmotywowac do pracy na rzecz ogolu, co sprzyja powstawaniu konfliktow. Jak na razie pierwszy semestr zostal zaliczony, z 21 osob w klasie wytrwalo na razie 14, co poczytuje za brak motywacji badz zdecydowania wsrod tych, ktorzy odpadli.

Po zakonczeniu pierwszego semestru zasluzylam na odpoczynek- 8 niepowtarzalnych dni w Ugandzie. Byla to nasza pierwsza wyprawa do Afryki, gdyz podroza all inclusiv do Egiptu nie bylismy zaiteresowani.

Ugande wyobrazalismy sobie zupelnie inaczej. Przede wszystkim pomimo, ze byla to pora sucha, nie widzielismy bialych, piaszczystych, niekonczacych sie pustyn. W Ugandzie ziemia jest koloru czerwonego, taka jak na kortach tenisowych. Do tego kurzy sie straszliwie, wiec trudno pozostac czystym dluzej niz kilka minut (bialych ciuchow nie polecam). Jesli juz zaczyna padac, to jest ulewa i najlepiej czym predzej schowac sie pod jakies zadaszenie.
 



środa, 20 sierpnia 2014

Czas do szkoly

Klamka zapadła- pierwszego września rozpoczynam kolejny etap mojego kształcenia, aby tym razem zostać logistyk- ekonomem. Nie powiem, że jest łatwo- początki zawsze bywają trudne. Ale jest też dobra wiadomość- dzisiaj dostałam e-maila o zabawie integracyjnej mającej się odbyć w pierwszym tygodniu nauki. No to będę się integrować:-)

niedziela, 11 maja 2014

Eurowizja 2014

Tegoroczna Eurowizja była dla mnie kolejnym dowodem twierdzenia, że śpiewać każdy może. Polską reprezentację, czyli Donatana i Cleo, po pierwszym ochłonięciu z wrażenia, przyjęłam pozytywnie. Przewijające się przez cały czas elementy ludowe, melodia i wykonywana dowcipna przyśpiewka, świetnie nadawały się na tego rodzaju imprezę. I co z tego, że na pierwszy plan wysuwały się biusty- w całej Eurowizji było ich sporo, choć żadne nie prezentowały się tak zdrowo. W końcu polskie słowianki są na swojskiej śmietanie chowane. Jurorzy nie przekonali sie jednak do prawdziwych słowianek, stawiając na dragt-divę, płci bliżej nieokreślonej, czyli Conchitę. I nie mam do nich o to wielkiego żalu, bo Conchita śpiewać umiała, w przeciwieństwie do niektórych innych uczestników konkursu. Dużo większy szok od polskich biustów wywarła na mnie piosenka Węgier, traktująca o molestowaniu dzieci, wykonana w rytmie disco- pop. Dania w tym roku nie miała się czym pochwalić, choć jurorzy i tak przyznali Basimowi wysoką, bo 9 pozycję (Piosence "My słowianie" przypadło miejsce 14). Na szczęście widzowie dużo pozytywniej ocenili zalety polskich słowianek.

piątek, 9 maja 2014

Brema, czyli weekend w Niemczech

Niewątpliwą zaletą Danii jest jej sąsiedztwo i dobre trasy dojazdowe do Niemiec. Duńczycy często korzystają z możliwości swobodnego przejazdu na sąsiednie terytorium m. in. w celu dokonywania zakupów napojów gazowanych, wysokoprocentowego alkoholu, czekolady i innych produktów, które są u sąsiadów dużo tańsze (Dania nakłada szczególne podatki na produkty "szkodliwe", czyli tłuszcz, cukier i alkohol). My także postanowiliśmy się tam wybrać, tym razem bardzo spontanicznie, żeby uczcić zmianę miejsca pracy przez mojego męża. Wybór padł na Bremę, bo jeszcze tam nie byliśmy, a poza tym to duże hanzatyckie miasto, które przypomina nieco mój ukochany Gdańsk. I nie zawiedliśmy się. Brema okazała się wspaniałym miejscem na wypoczynek, urocze uliczki starego miasta, zadbane ogródki pełne kwiatów i mnóstwo terenów zielonych sprawiły, że zachwyciliśmy się tym miastem.


















czwartek, 24 kwietnia 2014

Początek

Za oknem szaro, zimno i deszczowo- typowo "duńska" pogoda. Jeszcze kilka dni temu doświadczyliśmy trochę słońca, ale i tak wielu miejscowych korzysta ze sztucznego źródła witaminy D, czyli solarium. Osobiście preferuję wyprawy w cieplejsze strony naszego globu, choćby takie od czwartku do niedzieli (raz na jakiś czas można znaleźć ciekawą ofertę i skorzystać z Ryanair'a). I tak w maju wybieram się z mężem na Sardynię, która jest podobno jeszcze piękniejsza od Sycylii. Sycylię (okolice Trapani) odwiedziliśmy w zeszłym roku i planowaliśmy tam powrócić, żeby zatoczyć szerszy krąg w podróży po wyspie, ale Ryanair przestał latać w te okolice. Dlatego nasz wybór padł na Sardynię.

Na co dzień uczęszczam do szkoły językowej i próbuję przyswoić sobie ten charczący i niemelodyjny język, z którym zdążyłam już się oswoić, dzięki czemu nie brzmi on już mi tak nieładnie. Trudniej jest mi przyzwyczaić się do często używanej przez Duńczyków ironii i kompletnego braku dobrych manier, uzasadnianego równouprawnieniem.